Edukacja inwestora, Inwestowanie

Walne Zgromadzenie: czyli święto inwestorów. Czy warto?

4 lipca 2018 • By

Walne Zgromadzenie

Ten wpis jest kontynuacją rozważań dotyczących Walnego Zgromadzenia. W artykule zastanawiam się między innymi: po co w ogóle jechać na Walne Zgromadzenie? Jakie są koszty uczestnictwa na Walnym Zgromadzeniu? Dodatkowo opisuję analizę korzyści uczestnictwa i braku uczestnictwa na Walnym.

Walne Zgromadzenie: po co w ogóle jechać?

Na początku tego akapitu zadajmy sobie jedno pytanie: co sprawia, że chce mi się zrobić coś/znaleźć na coś czas (W naszym przypadku jest to pojawienie się na Walnym Zgromadzeniu spółki). Sam byłem zainteresowany takim pytaniem. Więc przeszukałem sobie google i wpadłem na taki zestaw pytań:

  1. What would happen if I did the activity?
  2. What would not happen if I did the activity?
  3. What would happen if I did not do the activity?
  4. What would not happen if I did not do the activity?

Źródło: AlchemyAssistant

Przetłumaczmy sobie na szybko co oznaczają nasze 4 pojęcia:

  1. Co się stanie jeżeli zrobię daną czynność
  2. Co się nie stanie jeżeli zrobię daną czynność
  3. Co się stanie jeżeli nie zrobię danej czynności
  4. Co się nie stanie jeżeli nie zrobię danej czynności

Spróbujmy sobie odpowiedzieć szczerze na pierwsze dwa pytania. Będą to moje spostrzeżenia:

  1. Takie pytania mają wbudowaną w swoją konstrukcję bezwzględne założenie, że coś się stanie. A jak to w życiu bywa to zależy. Odpowiedzmy sobie na pytanie: co mogłoby by się stać, jeżeli pojadę na Walne Zgromadzenie
    1. mogę poznać ciekawe osoby, zainteresowane dobrem spółki
    2. mogę dowiedzieć się bardzo ciekawych rzeczy o spółce
    3. powiększę swój zakres wiedzy
    4. mogę poprosić prezesa o jakieś konkretne informacje
    5. będę wiedział kto zasiada personalnie w RN
  2. W przypadku drugiego pytania. Możemy założyć, że na pewno nic z powyższych rzeczy się nie spełni.

No dobra, pojawienie się na walnym to czas. A jak wiadomo czas to pieniądz. Policzmy sobie ile kosztowałby nasz wyjazd na Walne i co możemy w zamian uzyskać. Następnie zajmiemy się rzeczami, które nas blokują przed podjęciem takiej decyzji.

Walne Zgromadzenie: ile kosztuje wyjazd?

Załóżmy, że przeciętny inwestor zarabia 5 tysięcy netto. Dzieląc to na 160 godzin wychodzi nam 31,25 zł na godzinę. Poświęcamy nasz cały dzień roboczy bo zakładam, że nie jestem z Warszawy: to już mamy 250 złotych. Do Warszawy trzeba dojechać. Powiedzmy, że jest to 200 km w jedną stronę. W dwie strony mamy 400 km i nasze auto pali 10 litrów benzyny na 100 km. Czyli mamy 40l *5 zł kolejne 200 zł. Nasz koszt razem wyniósł 450 zł. Gdy jesteśmy osobami z Warszawy ten koszt może być zdecydowanie niższy (bo w większości walne odbywają się w Warszawie). Czy wiedza z Walnego się nam zwróci, to zależy. Od czego?

W poprzednim wpisie opisałem Wam czego można było się nauczyć na walnym:

  1. dowiedzieliśmy się trochę o przekształceniach w spółce komandytowo-akcyjnej spółce z.o.o
  2. wskaźnikach, które można użyć podczas prowadzenia biznesu/wprowadzenia produktu

Bez sensu. Takie rzeczy można za darmo przeczytać w internecie. Koszt jest zbyt duży. W momencie gdy wiemy o czym mamy przeczytać, gdzie to przeczytać i w jaki sposób to zinterpretować. To taka wiedza może być wyceniana na 0 zł. Czyli: ja już wiem, nie zapłacę za to ani złotówki. Tylko przeważnie jest tak, że nie wiemy. 

To może podręczniki, może kursy? Z tego i z tego można się sporo nauczyć. Ale nigdy nie nauczymy się tak dużo jak podczas treningu na żywo. Identycznie jak z inwestowaniem. Trochę spojrzeliśmy na temat ceny, teraz zerknijmy co dodatkowo może nas blokować.

Walne Zgromadzenie: lepsza ocena biznesu

Wielu z Was, którzy interesują się metodami wyceny może widzieć sporo korzyści w Walnym Zgromadzeniu. Bo otrzymuje się bardzo istotne informacje do naszego modelu wyceny. Dlaczego  1 akcja spółki LPP kosztuje ponad 9 tys. złotych? A PKOBP 40 złotych? No bo jedni kupują a drudzy sprzedają. Proste! Ale muszą wiedzieć dlaczego kupują i co wpływa na wycenę 1 akcji.

W poprzednim akapicie ustaliliśmy, że koszt obecności na walnych to 450 złotych. Załóżmy, że mielibyśmy 10 tys. złotych w akcjach danej spółki. Wyceniane są po 1 złotych każda. Jakbyśmy się dowiedzieli w jaki sposób dokładnie funkcjonuje biznes, jakie ma perspektywy. A co najważniejsze: umielibyśmy to ocenić to istniałby potencjał wzrostu kursu, bo inni akcjonariusze też byliby zainteresowani. Przykładowo:

  1. Kurs wzrasta o 10%= mamy zysk 1000 zł – podatek (820 zł)
  2. Kurs wzrasta o 5%= mamy zysk 500 zł – podatek (410 zł)
  3. Kurs spada o 10% mamy stratę 1000 zł
  4. Kurs spada o 5% mamy stratę 500 zł

Jak wiadomo informacja ma „dwa ostrza” może być pozytywna lub negatywna. W przypadku gdy ocenimy, że nie podoba nam się rozwój sytuacji w firmie. To sprzedamy akcję i możemy zabezpieczyć się przed spadkiem. Pytanie: ile warta była nasza wiedza z Walnego Zgromadzenia? Musimy to ocenić. A potem zastosować w praktyce. Inaczej ciężko będzie nam znaleźć od razu materialny wynik.

Żeby dojść do tego skąd bierze się dany kurs akcji to musielibyśmy nauczyć się metod wyceny spółki. Czy było tak, że Bartek wpadł i powiedział, że chce X za daną spółkę bo XYZ? Co zostało sprzedane inwestorom? Może zostało sprzedane marzenie, albo konkrety plan działania biznesowego?A kto umiał to dobrze ocenić? 

Będę siedział jak kołek i patrzył się w sufit

Standardowy nasz ludzki problem:  strach przed oceną innych. Podobnie jest z pierwszą wizytą na siłowi. Na początku snujemy wielkie plany, wizje i różne scenariusze. Idziemy, okazuje się, że większość rzeczy się nie sprawdziła typu:

  1. nikt nam nie pomoże jak zapytamy
  2. jak zrobię coś źle to się będą ze mnie śmiali
  3. o Boże ja taki zapuszczony, a wszyscy na siłce wyglądają idealnie, szkoda zaczynać

Przekształćmy to na sytuację z Walnego Zgromadzenia:

  1. nikt nam nie pomoże jak zapytamy (wcześniej możemy napisać do relacji inwestorskich jak się stresujemy)
  2. nikt z Was śmiać się nie będzie, to nie przedszkole. Zawsze możemy zastosować punkt 1
  3. o boże, nie mam wiedzy i będzie wstyd. Każdy z nas się uczy. Nie ma co idealizować innych.

Wiadomo, że jak nie mamy zbyt wiele wiedzy to się wstrzymujemy. Ja też niewiele pytam na Walnych. Zbieram doświadczenie, bo z pewnością wykorzystam je na kolejnych spotkaniach. Wydaje mi się, że w Polsce mamy problem bycia super teoretykiem. O tej sytuacji napiszę w kolejnym akapicie.

Teoretycznie to jestem mistrzem świata i okolic

Wszystkie książki W. Buffeta przeczytałem, ale ani razu na Walnym Zgromadzeniu w Polsce nie byłem. Wiedza teoretyczno-książkowa to dopiero początek zabawy w inwestowanie fundamentalne. Prawdziwe przykłady odbywają się dopiero na Walnym Zgromadzeniu, takim jak odbyło się 12 czerwca w spółce ini-JOB. Nie było krzyków, wariactw ani spółka wcale nie upada. A było ponad 20 osób. Dlaczego? Bo są zainteresowani losami spółki. Nie kupili akcji i nie patrzą w niebo z błagalnym wzrokiem o coraz wyższą wycenę. Chociaż nawet jakby wymodlili to tak by się nie stało, bo spółka nie jest jeszcze notowana.

Dziury w wiedzy: czyli testujemy pewien % naszych kompetencji

Ogarniamy dobrze informacje związane ze spółkami akcyjnymi notowanymi na giełdzie. A podczas spotkania są omawiane spółki komandytowe. Co wtedy? Standardowo, trzeba się prędzej przygotować. Jak nie będziemy wiedzieli to trudno, ucieknie nam trochę wiedzy. Kolejny raz będziemy wiedzieć, że warto być lepiej przygotowanym. I w taki sposób będziemy zbierać coraz więcej kompetencji. Bo nikt nie jest w stanie naraz ogarnąć tak dużej ilości wiedzy jaka wiąże się z inwestowaniem. Powiedzmy, że będziemy w stanie w ciągu roku dwa raz być na walnym. Tak wygląda 8 walnych na osi czasu:

Żeby odwiedzić 4 Walne Zgromadzenia potrzebujemy 4 lat (w przypadku większej ilości spółek może to być więcej). Nauczymy się na nich sporo, ale nie będzie to „zmiana naszego życia” tylko „ciężka praca” rozłożona w czasie. Zastanawiacie się ile można z tego wyciągnąć? To zależy:

  • od naszej wiedzy
  • od przygotowania do Walnych
  • od relacji inwestorskich
  • od znajomości biznesu itd.

Jest sporo zmiennych. Jak zawalimy jedną ze zmiennych to tracimy bo mamy gorszy wynik. Od nas będzie zależało w dużej mierze ile z tego skorzystamy.

Jeżeli jesteś „najgłupszy” w danym gronie to dobrze

Wyobraź sobie sytuację gdzie przyglądasz się rozmowie strategów. Ty uważasz, że jesteś najmądrzejszy. Co tam z nimi w ogóle robisz? W momencie gdy jest się najgłupszym w danym gronie można bardzo dużo zyskać. To jest nasz potencjał do nauki. Trzeba być pilnym uczniem. Nie jest tak, że wszystko przyjdzie na pstryknięcie palców. Wykorzystujmy szansę na prawie darmową naukę. Im częściej będziemy otaczać się ludźmi mądrzejszymi od siebie tym lepiej. Zawsze nas czegoś nauczą. Czy to poprzez rozmowę, czy poprzez podglądanie ich w akcji. To jest swojego rodzaju pasożytnictwo. Chociaż nie zawsze. Bo my swoim uczestnictwem/zaangażowaniem jesteśmy w stanie zadać nawet banalne pytanie, które okaże się ciekawym treningiem intelektualnym dla osoby mądrzejszej. Dlaczego? Bo będzie ona musiała przedstawić nam rozwiązanie w banalny sposób. A wcale nie jest to takie proste jakby się wydawało.

Każdy z nas jest biznesmenem, każdy z nas prowadzi spółkę

Iść na studia czy nie iść? Odwiedzić Walne czy nie odwiedzić? Może „stabilna” praca na etacie pomoże nam w rozwiązaniu naszych problemów. Bez różnicy czy prowadzimy działalność, zaczynając od pracy na etacie kończąc na byciu właścicielem międzynarodowej spółki. Wszyscy prowadzimy biznes. Bo każda z naszych decyzji jest oceniania na rynku pracy. Weźmy pod uwagę osobę, która chce pracować na etacie:

  • powinna mieć wyższe wykształcenie (chociaż nie zawsze). Może wybrać źle i stracić 5 lat
  • powinna znać dobrze języki obce
  • powinna mieć doświadczenie w zawodzie. Może chodzić na słabe/dobre kursy i nauczy się mało/dużo odpowiednio
  • może natrafić na rynek pracodawcy i będzie po słabszej stronie bo czeka ją ogromna konkurencja

Każdy z nas jest biznesmenem. Bo cały czas dokonujemy decyzji. W co inwestujemy aktualnie i jakie możemy otrzymać z tego korzyści w przyszłości. Możemy też być bierni i powiedzieć: jakoś to będzie. Co nie znaczy, że podejmiemy złą decyzję. Chociaż zamykając oczy podczas jazdy pędzącym samochodem jakim jest życie, jest dosyć ryzykowne.